PRZEPISY I PORADY
PORADY NA SIERPIEŃ - CZAS NA TRADYCJĘ
Wakacje są dobrym okresem dla przemyśleń nad naszym zdrowym, tradycyjnym odżywianiem. Ale...nie dajmy się zwieść pozorom!
W ten wakacyjny okres nie jeden z nas myśli o pysznych, tradycyjnych wyrobach, których kiedyś było bez liku. Coraz częściej mówi się o jedzeniu że smakowało jak u mamy lub u babci. Starsi wiekiem odwołują się nawet do smaków sprzed wojny. Coś jest na rzeczy. Komercjalizacja życia codziennego zagubia po drodze nasze ulubione smaki. Żywność z czasem staje się coraz bardziej w smaku przypominająca przysłowiowy papier toaletowy. Zaś chemia jest już w przypadku żywności przemysłem narodowym.
Czy pamiętacie Państwo czasy, gdy z kilograma surowej szynki po procesie produkcyjnym otrzymywało się 1/2 kilograma pysznej, aromatycznej, bez konserwantów rozpływającej się w ustach naprawdę szynki. Dzisiaj jest tak, że z kilograma surowej szynki po procesie ulepszaczy, naszprycowaniu wodą, ba chemią otrzymuje się 2 kilogramy wyrobu, który potrafi mieć w nazwie słowa szynka dziadziunia lub babuni itp...
Obniżanie jakości , kosztem uzyskiwania jak najtańszych wyrobów jest naturalną śmiercią dla tradycji. Bo z czego trzeba wyprodukować szynkę lub żółty ser który w sklepie kosztuje za kilogram 10 - 15 zł. Albo udajemy, że tego nie dostrzegamy, oszukując się codziennie kupując niejadalne produkty poniżej ceny zakupów prawdziwych surowców, które dopiero są wsadem do produkcji,...albo chcemy mieć wrzody na żołądku. Prawdziwe smaki, to te z dzieciństwa gdy szynka pachniała szynką, a przetwory naszych dziadków pachniały prawdziwymi przetworami.
W Polsce powstaje coraz więcej producentów próbuje sięgnąć do tradycji, stosując stare receptury, rezygnując z chemii otwierając tradycyjny rynek wyrobów spożywczych.
W ślad za nimi podążają niektóre restauracje oferując swoje wyroby bazujące na lepszych gatunkowo surowcach, ale przede wszystkim stosując oryginalne receptury. Jeśli Państwo jedząc w restauracji tradycyjne pierogi, flaczki czy też bigos przypominacie sobie smaki te sprzed wielu, wielu lat znaczy to, że kucharzom w restauracji zależy na Państwu.
Bo przecież ile razy zdarzyło, się komukolwiek z nas zjeść w jednej restauracji placek ziemniaczany po zbójnicku, myśliwsku czy też staropolsku z utartych dzień wcześniej ziemniaków, z mięsem pamiętającym zeszły tydzień, choć było to w jakimś tam ...jadle z wielką renomą z galicyjskiego miasta ,czy też zjeść prawdziwego ledwo co utartego i upieczonego placka w mniej znanej ale nastawionej na smak a nie zysk rodzimej restauracji. Rzecz dotyczy też wielu sklepów spożywczych, które potrafią reklamować się tradycjami z np. 1906 roku też z galicyjskiego miasta, choć są wytworem dzisiejszych marketów a metrykę wydłużyło sobie o sto lat. I pytanie zasadnicze skoro tak łatwo przeszło wmówieniem nam, iż mamy ponad stuletnie tradycje, to chyba też łatwo nas oszukać z resztą. I nomen omen... największe skupisko firm próbujących np. polepszyć sobie metrykę, albo wymyślić piękne nazwy lub przyszyć cudowny rodowód jest w mieście, które ma naprawdę ogromną tradycje, bo było przed wiekami jedną z pierwszych stolic Polski.
Ja mam osobisty probierz smaków, a przede wszystkim jakości oferowanych produktów. Jest to mój żołądek, który jest tak czuły na wszelkiego rodzaju konserwanty, iż natychmiast cierpię godzinami, gdy zjem coś co wmówiono mi, że jest zrobione tradycyjnymi metodami, bez konserwantów. Dzięki niemu wiem po długim okresie prób i błędów co jest zrobione tradycyjnymi metodami, bez zbędnej chemii i innych ulepszaczy.
Wiem też, że nie zawsze cena jest miernikiem jakości wyrobów. No cóż dobry gatunkowo, smaczny tradycyjny produkt musi kosztować. Ale często wmawia się nam oferując w pięknym opakowaniu z cudowną nazwą w cenie rarytasu, coś co powinno kosztować dwa, trzy razy taniej, bo smakiem przypomina to wspomniany wyżej papier toaletowy. Niestety często landrynka w cudownym metalowym pudełeczku z pięknym zdjęciem na opakowaniu, odwoływaniu się do stuletniej tradycji ma smak tej z marketu trzy razy tańszej, choć w zwykłym opakowaniu. Tak też jest z restauracjami. Nie zawsze te odwołujące się do przyszywanego rodowodu lub też tradycji, zbudowane na wzór tych sprzed epoki oferują nie jadło, lecz często ohydne, niesmaczne i nie świeże jedzenie.
My konsumenci, którym zależy na tych tradycyjnych smakach, sporządzanych na bazie starych sprawdzonych receptur, choć jesteśmy w mniejszości, stanowimy podporę dla tych którym jeszcze nie zależy. Bo jak wyglądałby komercyjny KFC lub też MacDonalds, którzy zechcieliby się wystawić na targach tradycyjnych, swojskich staropolskich rarytasów?
Wasz Domowy Szef Kuchni
powrót do listy
© 2009 Strzecha Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone.
|
Catering Strzecha Polska |
